Historia rodziny

 Jana Brzezińskiego

 

 

Rodzina pana Jana Brzezińskiego zamieszkała przy ulicy Kościelnej, to jedna z najstarszych radawnickich rodzin. Długo odkładane spotkanie z panem Janem, najstarszym przedstawicielem rodu, doszło wreszcie do skutku. Pan Brzeziński wspomina, że przed wojną rodzina posiadała dokumenty pozwalające udowodnić dziedziczenie obecnego gospodarstwa, od ponad dwustu lat. Największe spustoszenie wśród rodzinnych pamiątek i dokumentów miało miejsce już pod koniec wojny. W czasie, kiedy do Radawnicy zbliżał się front, z uwagi na ogromne niebezpieczeństwo, rodzina została ewakuowana do Złotowa. W domu rodziny Brzezińskich umieszczono, w jednej części kwaterę wojsk polskich, w drugiej wojsk rosyjskich. Po powrocie Brzezińscy ujrzeli porozrzucane, zniszczone zdjęcia, dokumenty, pamiątki rodzinne. Niestety, nigdy nie dało się ich odtworzyć. Z opowiadań, jakie pamięta mój rozmówca, jeszcze z wczesnego dzieciństwa, wynika, że prawdopodobnie wszystkie rodziny mieszkające dziś w Radawnicy, noszące nazwisko Brzezińscy, mają swoje korzenie właśnie w tym domu.

Dziś rodzinnym gospodarstwem zarządza syn pana Jana  - Tadeusz. Należy ono do największych i najlepiej prosperujących w naszej wsi, jest zmechanizowane, nastawione na nowoczesną produkcję trzody chlewnej. Po objęciu zarządu gospodarstwa przez Tadeusza, zaniechano hodowli bydła, mimo że hodowla była na bardzo wysokim poziomie. Obecny gospodarz wybrał specjalistyczną produkcje trzody chlewnej, dostosowując i modernizując gospodarstwo. Tadeusz objął gospodarstwo o łącznym areale 38 ha., dziś liczy ono 200  hektarów gruntów ornych. Przed wojną , poza gospodarstwem Brzezińskich, jeszcze tylko dwa gospodarstwa miały podobną powierzchnię: Radowskich (zamieszkałych przy ul. Cmentarnej) i Brzezińskich (zamieszkałych przy kościele św. Barbary). Były to największe gospodarstwa w Radawnicy. Droga ze Złotowa do Lędyczk, dzieliła Radawnicę na część pańszczyźnianą, położoną po stronie gdzie znajduje się dziś  gorzelnia i część, w której zamieszkiwali ci, którzy sami wykupili ziemię, uzyskując niezależność. Powierzchnia wykupionego gospodarstwa najprawdopodobniej świadczyła o zamożności rodziny.

Dziś w gospodarstwie Brzezińskich, poza rodziną, pracują zatrudnieni pracownicy. Przed wojną gospodarstwo prowadził ojciec pana Jana, Joachim. Joachim nosił się z zamiarem wyjazdu do Ameryki, w tym celu ukończył dwuletnią szkołę rolniczą w Bydgoszczy. Doświadczenie w zarządzaniu zdobywał jako zarządca majątków w powiecie pułtuskim. Wykorzystał je potem w prowadzeniu własnego gospodarstwa, które objął po zmarłym bracie Antonim. Już wtedy było ono nie tylko jednym z większych gospodarstw, przodowało również we wprowadzaniu nowoczesnych metod produkcji. Warto wspomnieć, że w czasie wojny, w roku 1942, właśnie w tym gospodarstwie, odbył się pokaz parowania ziemniaków, co w tamtym okresie było nowatorskim sposobem ich przechowywania. Już w 1924 roku gospodarstwo posiadało silnik elektryczny, który początkowo podłączano do maszyny do rozdrabniania brukwi. Z czasem silnik obsługiwał coraz to nowsze maszyny, które zaczęły pojawiać się w gospodarstwie. Jak wspomina pan Jan urządzenie to przetrwało wiele lat i wiele maszyn.

Przed wojną do gospodarstwa należała cegielnia, położona za wsią, przy starej drodze do Lędyczka.  W cegielni wypalano cegły na użytek własny, a także na potrzeby wsi. Jeszcze dziś pan Jan pokazuje mi domy i zabudowania gospodarskie, które wybudowano z cegły pochodzącej z ich rodzinnej, przedwojennej cegielni. Są to domy na ulicy Młyńskiej, w których zamieszkują dziś rodziny Schott, Michalskich, Kroliczak i Buława. Dom należący do dziś do rodziny Brzezińskich, przy miejscowym cmentarzu, wybudowano również korzystając z własnej cegielni z myślą o pracownikach sezonowych zatrudnianych w gospodarstwie.
W okresie wojennym mieściła się w nim kwatera wojsk niemieckic. Ów dom  spłonął, podpalony w celu zniszczenia wszelkich dokumentów przez wycofujące się oddziały wojsk niemieckich. Został jednak odbudowany przez Jana Brzezińskiego. Dom, w którym zamieszkuje dziś rodzina Brzezińskich, wybudowano w 1864, a rozbudowano w roku 1935, korzystając z produkcji własnej cegielni. Dom jest ciągle modernizowany i unowocześniany, w ubiegłym roku przeprowadzono w nim generalny remont.

W okresie międzywojennym w Radawnicy mieszkali zarówno Niemcy jak i Polacy. Miejscowa ludność żyła swoimi codziennymi problemami, nie dochodziło do najmniejszych konfliktów. Po dojściu Hitlera do władzy sytuacja w Radawnicy uległa zmianie, zaczęło napływać coraz więcej ludności niemieckiej. Dzisiejszy Kostrzyn, zabudowania przy drodze do Józefowa, to miejsca, gdzie osiedlali się Niemcy. W krótkim czasie, na skutek prowadzonej polityki, ludność niemiecka zaczęła czuć się coraz pewniej. Tuż przed wybuchem wojny na terenie Radawnicy pojawiły się bojówki niemieckie. Ich członkowie, bardzo wrogo nastawieni w stosunku do ludności polskiej, zaczęli manifestować swoją wyższość w różny sposób. Nocami w domach polskich rodzin wybijano szyby. Pan Jan wspomina, jak w ich gospodarstwie rozbito świeżo zbudowany mur, który powstał jako ogrodzenie przy chlewni. Nowoczesne, dobrze prosperujące gospodarstwo prowadzone przez Polaka, Joachima Brzezińskiego, zrodziło Niemcom niezręczną  sytuację, toteż, gdy przyjechał w 1942r.na krótki urlop do domu, w czasie wiejskiego zebrania, zwołanego przez władze niemieckie, usłyszał, że ma dojść do wymiany jego rodzinnego gospodarstwa na posiadłość Niemca Wajera. Być może emocje, a może głębokie przywiązanie do domu i ziemi, od wielu pokoleń należącej do przodków, wyzwoliło w Joachimie wolę walki. Jego płomienne wystąpienie pozwoliło zachować gospodarstwo w rękach rodziny. Jeszcze po latach wspominał ten moment, kiedy ważyły się losy rodzinnej ziemi. Istotnym argumentem użytym przez Joachima, była jego walka jako żołnierza w szeregach wojsk niemieckich. Joachim Brzeziński to zasłużony działacz Związku Polaków w Niemczech. Piastował on funkcję przewodniczącego Towarzystwa do 1935r. Zrezygnował z niej po zawarciu związku małżeńskiego z Anielą Styp-Rekowską. Ojciec pana Jana wspominał, że piastowanie funkcji prezesa niosło za sobą nie tylko obowiązki, ale również narażało na różnego rodzaju nieprzyjemności ze strony władz niemieckich. Oficjalnym celem Towarzystwa było propagowanie wśród chłopców gry w piłkę nożną, a wśród dziewcząt hafciarstwa, a tak naprawdę było jedyną możliwością manifestowania polskości na tych terenach. Pan Joachim jako przewodniczący miejscowego koła, organizował dla Polaków majówki. Odbywały się one w pobliżu gospodarstw Rozental i Radowskich na wybudowaniu. Te dwa miejsca nadawały się idealnie na takie nieoficjalne spotkania, były ładnie położone wśród drzew, nad stawami. Spotkania Polaków, poprzedzone zorganizowanym przemarszem, bo tylko tak mogli się tam udać, wymagały zgody sołtysa i policjanta. O zgodę każdorazowo musiał występować przewodniczący Towarzystwa, a jej uzyskanie nie było zwykłą formalnością. Narażało na szykany ze strony władz niemieckich. Po zawarciu związku małżeńskiego Joachim Brzeziński zrezygnował z funkcji przewodniczącego radawnickiego Koła Związku Polaków w Niemczech. Przedstawiciele rodziny Brzezińskich zawsze angażowali się życie społeczne. Dziadek pana Jana w okresie międzywojennym, piastował funkcję sołtysa Radawnicy przez 36 lat. Jan Brzeziński przez trzy kadencje pełnił funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Spółdzielni Mleczarskiej w Złotowie, był członkiem Rady Nadzorczej Wojewódzkiej Spółdzielni Mleczarskiej, przewodniczącym Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni „Rolnik” członkiem Rady Nadzorczej Spółdzielni Kółek Rolniczych. Dziś jest radnym Gminy Złotów. Syn pana Jana – Tadeusz, angażuje się czynnie w życie wsi, służąc pomocą szkole, parafii. Żona Tadeusza - Julia aktywnie uczestniczy w pracach Koła Gospodyń Wiejskich, jest przewodniczącą Rady Rodziców Szkoły Podstawowej. W pokoju, w którym wysłuchałam wspomnień, w okresie międzywojennym mieściło się biuro sołtysa.

Po objęciu władzy przez Hitlera, represje stosowane wobec Polaków nie ominęły mieszkańców Radawnicy. Do wszystkich polskich gospodarstw zostali skierowani nadzorcy. Nadzorca dotarł również do gospodarstwa Joachima Brzezińskiego. Pod zarządem nadzorcy gospodarstwo na skutek celowej polityki, zaczynało podupadać. Zabrano z niego  wartościowszy sprzęt, między innymi rower, masielnicę. Nie wolno było wyrabiać masła na własny użytek, ubój zwierząt na własne potrzeby mógł się odbywać tylko za zgodą nadzorcy. To, że Joachim Brzeziński uniknął aresztowania i represji za działalność w Związku Polaków w Nemczech, zawdzięcza przypadkowi i wzajemnej niechęci pomiędzy wermachtem i gestapo. Ojciec pana Jana, jak większość Polaków zamieszkałych na tych terenach, został wcielony do wermachtu. I ten fakt okazał się dla niego wybawieniem przed represjami ze strony gestapo. Wermacht wielokrotnie otrzymywał ponaglenia o wydanie Joachima Brzezińskiego jednak nigdy prośba ta nie została spełniona.

Joachim Brzezinski odbywał przeszkolenie wojskowe w Borne Sulinowo i został skierowany na front wschodni. Ranny pod Smoleńskiem, został przydzielony jako sanitariusz do transportu rannych i w ten sposób trafił do Włoch. Wyjazd był dla niego znowu wybawieniem. Jak dowiedział się po zakończeniu działań wojennych, cały jego batalion zginął w czasie walk pod Smoleńskiem.

Pierwsze dni po zakończeniu II wojny światowej okazały się dla rodziny Brzezińskich nie mniej ciężkie niż sama wojna. W domu nie było ojca, który nie wrócił z wojennej tułaczki, siostra pana Jana – Helena zachorowała na tyfus, który w Radawnicy i okolicy zbierał śmiertelne żniwo. W czasie, gdy Helena przebywała w szpitalu, walcząc o życie, miejscowa ludność została poddana szczepieniom ochronnym, by zapobiec szerzeniu się tyfusu. Szczepienie nie tylko nie uchroniło, ale spotęgowało objawy choroby u pana Jana , jego matki i jej siostry. Matka przegrała walkę, zmarła w wieku 32 lat, pozostawiając czwórkę małych dzieci. Po jej śmierci, dziećmi zaopiekowała się jej siostra Róża Maria Styp-Rekowska. W tym trudnym i tragicznym dla rodziny okresie, ojciec przebywał nadal we Włoszech. Nie wiadomo, kiedy wróciłby do rodzinnego domu, gdyby nie pomoc ks. Józefa Styp-Rekowskiego. Dzięki jego staraniom Joachim Brzeziński powrócił do rodzinnego domu, do swoich dzieci. W niedługim czasie zawarł związek małżeński z Różą Marią Styp – Rekowską, siostrą zmarłej żony. W kościele św. Barbary znajduje się witraż, którego fundatorem był Joachim Brzeziński. Nazwisko fundatora, zgodnie z życzeniem, zostało odsłonięte po jego śmierci. Witraż został ufundowany w latach pięćdziesiątych, kiedy kościół był remontowany po zniszczeniach, jakim uległ w okresie wojny.

Pan Jan wspomina swój pobyt w miejscowej szkole. W okresie powojennym trafiły do niej dzieci z rodzin mieszkających tu od lat, dzieci z nielicznych pozostałych rodzin niemieckich, dzieci osadników.. W okresie, kiedy do szkoły uczęszczał pan Jan Brzeziński, kierował nią Franciszek Piszczek. Szkoła była bardzo słabo wyposażona, nie tylko brakowało jakichkolwiek pomocy dydaktycznych, uczniowie nie mieli też żadnych podręczników. Do nauki wykorzystywano przedwojenne czasopisma i nieliczne egzemplarze elementarza. Klasy były zróżnicowane wiekowo, do jednej uczęszczały kilkuletnie dzieci i prawie dwudziestoletni młodzieńcy. Zapytany o życie pozalekcyjne w szkole, pan Jan nie potrafił udzielić odpowiedzi. Jako syn gospodarza, podobnie jak inni jego koledzy, po zakończonych lekcjach pomagał w pracach gospodarskich.

Pan Jan prowadził gospodarstwo wraz ze swoją żoną Janiną. Lata sześćdziesiąte, kiedy objęli gospodarstwo wymagały wysiłku. Wiele prac, w których dziś ludzi wyręczają maszyny, wykonywano ręcznie. Pani Janina poza opieką nad trójką dzieci, pomagała w pracach polowych. Do jej obowiązków należał obrządek zwierząt gospodarskich. Jak wspomina , wtedy nie chodziło się do sklepu, aby kupić to, co niezbędne. Gospodarstwo we własnym zakresie produkowało większość artykułów żywnościowych. Brak zamrażarek zmuszał gospodynie domowe do przetwarzania i wekowania owoców, mięsa,. Pani Janina wspomina, że wekowała prawie wszystko, mięso, pieczony drób, wyroby wędliniarskie, warzywa. Pranie nie było czynnością ograniczającą się, jak dziś do włączenia automatu. Pranie w pralce wirnikowej zajmowało niemalże cały dzień. Słuchając wspomnień pani Janki, aż trudno uwierzyć, że jedna kobieta mogła podołać tak licznym obowiązkom.

Lata pięćdziesiąte to okres tworzenia gospodarki kolektywnej, politycznego niszczenia wszystkiego, co prywatne. Po utworzeniu w Radawnicy Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, ci, którzy do niej nie przystąpili, a należała do nich rodzina Brzezińskich, byli szykanowani w różny sposób. Pojawiały się przyczepiane na drzewach ”odezwy o kułakach”. Również w publicznych wystąpieniach miejscowych działaczy partyjnych nie szczędzono słów krytyki pod adresem indywidualnych gospodarzy. W pamięci pana Jana, z czasów, gdy był uczniem Technikum Rolniczego w Złotowie, utkwił obraz aresztowanych i eskortowanych przez milicjanta miejscowych rolników pana Witkowskiego i Durecckiego. Nie byli oni członkami spółdzielni i nadomiar złego nie wywiązali się z obowiązkowych dostaw nałożonych na ich gospodarstwa. Obowiązkowe dostawy były stosunkowo trudne do zrealizowania, a przez władze wykorzystywane jako narzędzie walki. Rolnicy, chcąc utrzymać swoje gospodarstwa ukrywali często zboże. Aresztowanie mężczyzn przynosiło władzom ten skutek, że żony aresztowanych, wskazywały miejsce ukrycia zboża w zamian za wypuszczenie mężów z aresztu.

Trudno na paru stronach, na podstawie wspomnień jednego z przedstawicieli rodu, opisać historię rodziny zamieszkującej w Radawnicy od ponad dwustu lat. Rodziny, której przedstawiciele, przynajmniej w ostatnich dziesiątkach lat, żywo angażowali się w życie lokalnej społeczności. Rodziny, której przedstawiciele zamieszkują w jednym miejscu od kilkudziesięciu pokoleń, która bez wątpienia odcisnęła swój ślad w historii Radawnicy.

 

Wspomnień wysłuchała Małgorzata Wojtkiewicz

 

 

 

Radawnica, 26.05.2006r.

 

 

 

Rodzina Jana Brzezińskiego.

Od lewej siedzą:

Tadeusz – syn Janiny i Jana Brzezińskich, obecny właściciel gospodarstwa.

Roman - syn Janiny i Jana Brzezińskich,

Janina Brzezińska

Gabriela Brzezińska – córka Janiny i Jana Brzezińskich,

Władysława Knowała z domu Styp-Rekowska – siostra Jana Brzezińskiego

Jan Brzeziński

Joachim Brzeziński

cc